Krótka biografia Celiny Muzy autorstwa J.K. Szalonek

Celina Muza w bałym fartuszku - Zespół  Piesni i Tańca ALGACelina Muza, urodziła się i wychowała w Pucku. Po ukończeniu tamtejszej szkoły muzycznej pod dyrekcją Romualda Łukowicza, obligatoryjnych szkół ogólnokształcących oraz chwalebnym zdaniu matury, rozpoczęła studia na Uniwersytecie Gdańskim na Wydziale Ekonomiki Transportu Morskiego.
I zapewne przyszłość Muzy wyglądała by dziś inaczej gdyby nie symbioza Wydziału z położonym tuż obok klubem studenckim Łajba.Gitarowe wieczory w nastroju pełnym dymu i absurdu wmówiły młodej gniewnej artystce, że ma talent. Udała się więc z entuzjazmem na egzamin wstępny do Studia Wokalno-Aktorskiego im. D. Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni, w czasie którego nie rozpoznała ówczesnego dyrektora Teatru Jerzego Gruzy i wpatrując się w niego intensywnie odśpiewała pieśń Sally Bowles ze słynnego musikalu "Cabaret" pt.: "Bye, bye, mein lieber Herr". Jury uznało to prawdopodobnie za znak wyjątkowo przydatnego na deskach scenicznych tupetu i ochoczo przyjęło młodą dziewicę w szeregi adeptów Studia...Pierwszy pedagog Muzy, niezapomniany Henryk Bista, nie oszczędzał....nazwijmy to bardziej delikatnie..."kaszubki bez...". Niemniej kiedy rok później przefarbowała sobie swój olbrzymi pukiel włosów na kolor platynowy otrzymała z rąk słynnego dyrektora Teatru pierwszą dramatyczną rolę. W ostatnim akcie "My Fair Lady" wkraczała dumnie na scenę wypowiadając koronne i posuwające akcję sztuki niewymiernie naprzód, zdanie : "Proszę Pani, przyszedł Pan Wikary, czy mogę prosić ?" I...tak to się zaczęło. jako Maria Magdalena w "Jesus Christ Superstar"
Kolejne lata przepełnione gęściejszym dymem i dotkliwszym absurdem zaowocowały rolami w "Jesus Christ Superstar" (Maria Magdalena), "Olivierze" (Mrs. Sowerberry), "Żołnierzu królowej Madagaskaru" (Sabina), "Ja kocham Rózię" (Rózia, oczywiście ta w brzydkiej wersji), Piosenkami Lwowskimi, nocnymi próbami w Teatrze Atelier Andre Hübner-Ochodlo, ( z wyjątkowo odkrywczym stripteasem w roli Ofelii w "Hamlecie Maszyna") , trzykrotnym udziałem w finałach Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, w których znaczącą rolę grał wówczas niezastąpiony Profesor Aleksander Bardini i...wrocławski Klub Aktora w samym centrum miasta ...pierwszym solowym programem z piosenkami Jerzego Satanowskiego w Teatrze Kameralnym w Sopocie pod tajemniczym tytułem "Recital"...
Dym i absurd spotęgowały swoje siły, kiedy to grupa świeżo upieczonych aktorów Teatru Muzycznego w towarzystwie Andre Ochodlo udała się na studencki festiwal teatralny do metropolii w niemieckiej Westfalii, Menden. Tamże Muza zapoznała przyszłego towarzysza kolejnych absurdów życiowych, Andreasa Vissera, który z miłości do sztuk pięknych porzucił spokojne życie na niemieckim uniwersytecie spędzając większość czasu w Domu Aktora naWitominie w Gdyni i ...Ochmistrzyni w "Panu Tadeuszu"w kolejkach po ...różne produkty niezbędne do życia w opisywanym już dymie i absurdzie. Kolejny sezon teatralny rozpoczęła Celina Muza krótkim acz życiowym, dramatycznym wystąpieniem: "Panie Dyrektorze, jestem w ciąży !" "Gratuluję" odpowiedział Pan Dyrektor Teatru Miejskiego, do którego przeniosła się właśnie artystka, "jutro o 14-tej spotkanie z Adamem Hanuszkiewiczem".Rozpoczął się wyjątkowy okres w życiorysie Muzy. Z jednej strony zmuszona ograniczyć natężenie dymu, pozostawiając zdrową dawkę absurdu, uczestniczyła przez kolejnych kilka miesięcy w próbach do trzech przedstawień jednocześnie: a) w "Panu Tadeuszu" w reżyserii wspomnianego Adama Hanuszkiewicza grała rolę Ochmistrzyni (tzn. ku uciesze kolegów zmuszona była przyswoić sobie i życzliwej publiczności wszystkie , choćby i najnudniejsze opisy przyrody , parzenia kawy, burzy i innych interesujących rzeczy, jak wiemy bowiem postać Ochmistrzyni w poemacie Mickiewicza nie istnieje; czyż taka drobnostka byłaby jednak przeszkodą dla Mistrza Hanuszkiewicza !) b) w "Johnie Lennonie", które to przedstawienie reżyserował osobisty mąż artystki , w roli Królowej Elżbiety II wykonywała osobliwe akrobatyczne salda zachęcając Beatlesów do dalszej działalności na niwie i wreszcie, c) w Kabarecie "PlayBoy", które przygotowywał uroczy Marek Pacuła z Piwnicy Pod Baranami przeistaczała się w czarną damę piosenki piwnicznej............ z Mistrzem
Nie należy się więc chyba dziwić, że fakt zbliżającego się porodu nie zajmował artystki nadto intensywnie. Córka , Marta, przyszła na świat w biegu, tuż po wyprawie autobusowej do wymienionej już metropolii w Westfalii, w której to Andreas Visser był oficjalnie zameldowany i ubezpieczony. Po wypiciu wyjątkowo smacznego szampana w izolatce mendeńskiego szpitala młodzi małżonkowie zdali sobie sprawę z braku podstawowego wyposażenia pomagającego niebagatelnie w wychowywaniu potomstwa, jak: pralka, lodówka, odkurzacz.....mieszkanie! A dym i absurd ? No cóż. Te smakowite atrybuty musiały przez kilka miesięcy osłabić swoje oddziaływanie. 
Nie na długo jednak. Czasopismo "Stern" wydało bowiem ostatni wywiad z legendarną Marleną Dietrich, który to zainspirował Muzę do działania. Udawszy się więc do stolicy namówiła nieocenionego Wojciecha Młynarskiego do przetłumaczenia kilkunastu piosenek Diwy (w końcu na coś się przydał udział w Przeglądzie Piosenki Aktorskiej !) i w jakiś czas później w Teatrze Muzycznym w Gdyni odbyła się premiera programuwe Wrocławiu "Samotny Anioł - Piosenki Marleny Dietrich" ze wspaniałą scenografią i kostiumami gdańskiej malarki Anny Molgi. (Uwieczniony dwa miesiące później program telewizyjny na podstawie tegoż przedstawienia, prezentowany był wprawdzie kilkakrotnie, ale za to w godzinach duchów, dzięki czemu doczekał się nawet wzmianek w tygodniku "Nie" komentujących pocałunek pomiędzy dwoma aktorkami !) Jednocześnie w Teatrze Miejskim Adam Hanuszkiewicz inscenizował "Lillę Wenedę" według Slowackiego z mistyczno-rokową muzyką Andrzeja Żylisa. Celina Muza jako Roza Weneda opanowała w czasie prób niemal do perfekcji umiejętność korzystania z ochraniaczy sportowych , przede wszystkim nakolanników. Premiera wypadła znakomicie.
Kilka dni później otrzymała zaproszenie na przesłuchanie do Theater des Westens w Berlinie, w którym dyrektor teatru, Helmut Baumann, przygotowywał musikalową wersję "Cyrano" według Rostanda. Dworzec Berlin -Lichtenberg nie zrobił wprawdzie na Muzie wyjątkowo sympatycznego wrażenia, udało się jej jednak umyć na nim włosy i pojawić punktualnie na przesłuchaniu, w którym jak się okazało uczestniczyło....400 osób, w większości Amerykanów. Z przygotowanym przez Muzę po niemiecku songiem AlonzyRoza Weneda w "Lilli Wenedzie" z "Człowieka z La Manczy" pianista teatralny nie mógł sobie z niewiadomych powodów poradzić, zdenerwowany więc do granic możliwości reżyser poprosił ją o wykonanie utworu międzynarodowego pt.:" Happy Birthday". Po tym historycznym wykonaniu Muza została zaangażowana do Theater des Westens ! Rozpoczęła się nowa era w działalności aktorki. Dym i absurd musiały ustąpić punktualności, obowiązkowości i rygorystycznym powtarzaniem tych samych gestów. Codziennie, a czasem i dwa razy dziennie, przez prawie 5 miesięcy. Artystczna forma wyrazu niemieckiego musikalu nie zaimponowała artystce, z kraju o którym większość kolegów nigdy nie słyszało, ale miasto Berlin, zwłaszcza nocą-jak najbardziej. Kiedy rok później mąż, Andreas Visser, otrzymał propozycję pracy w kolejnej metropolii, tym razem w Polsce, w niejakim Stargardzie Szczecińskim, rodzina Muza-Visser zdecydowała się na osiedlenie w stolicy Niemiec. Dokładnie tego samego dnia, kiedy artystka zakończyła pakowanie wspólnego dobytku rozbrzmiał telefon. Po drugiej stronie linii rozpoznała głos Mistrza Hanuszkiewicza: "Muza, za dwa tygodnie mam premierę "Lilli Wenedy" w Warszawie. Masz przyjechać !", "Tak jest, szefie". Słowo się rzekło. Mieszkanie w Berlinie, wypełnione po brzegi kartonami musiało przez pół roku obejść się bez gospodarzy. Premiera i owszem udała się, ale krytycy warszawscy nie podzielali tej opinii... w Berlinie
...Tymczasem potomstwo rosło i zbliżał się czas rozpoczęcia edukacji. A z nim tzw. mała stabilizacja. Cóż jednak może robić polska aktorka niepałająca miłością do niemieckiego musikalu w Berlinie ? Ani Deutsches Theater, ani Berliner Ensamble nie zaangażują jej przecież do roli Lady Macbeth. (Wyobraźcie to sobie : Lady Macbeth w Berliner Ensamble z polskim akcentem ! To byłaby dopiero rewolucja niemieckiego teatru narodowego !) No, ale nie należy się przecież poddawać. Berlin jest miastem wielokulturowym. A jak wiemy z Polski , śpiewać każdy może, więc... czemu nie ? Chansons ! Historia niemieckiego kabaretu pełna jest międzynarodowych nazwisk. Ktoś zapytał: "...słuchaj a te piosenki Marleny Dietrich umiesz po niemiecku ?", "Jasne" (Jasne , że nie, ale od czego siła woli). Dwa miesiące póżniej odbyła się premiera "Samotnego Anioła" w wersji berlińskiej, na której pojawił się wydawca i producent firmy fonograficznej duo-phon records, Alfred Wagner i podpisał z Muzą umowę na nagranie płyty z polską piosenką aktorską po niemiecku. Oczywiście Wagner nie wiedział w tym momencie, że żadna polska piosenka nie została jeszcze profesjonalnie przetłumaczona na niemiecki, ale jak już wspomnieliśmy wyżej, od czego siła woli. 
Niemal w tym samym czasie do Szczecina powrócił po intensywnych studiach w Hadze młody, zdolny i wtedy jeszcze mniej gniewny kompozytor Piotr Klimek. Na propozycję zaaranżowania płyty dla duo-phonu zrobił ponoć wielkie oczy , ale Celina Muza po usłyszeniu pierwszej aranżacji zrobiła ponoć jeszcze większe oczy, więc nic już nie stało na przeszkodzie aby powstała pierwsza w Niemczech płyta z polską piosenką aktorską po niemiecku. z Hildegard Knef
"Madonna, Hexe und Clown" ukazała się w 1998 roku i zawiera znane nam piosenki z repertuaru Ewy Demarczyk, Edyty Geppert, Maryli Rodowicz i innych wspaniałych polskich artystów. Całość kończy słynny utwór Gintrowskiego do tekstu Agnieszki Osieckiej, z którą Celina Muza spędziła swego czasu wiele nocy na kaszubskich plażach, pt.:"Na zakręcie", w tłumaczeniu Thomasa Woitkewitscha, znanego z niemieckich tekstów Milvy i Herrmanna van Veena. Płyta otrzymała dzięki Bogu dobre recenzje i współpraca Celiny Muzy z Piotrem Klimkiem przybrała rozmiary uzależnienia zawodowego. Kolejna płyta "Sorglos", do której niemal w całości muzykę napisał szczeciński kompozytor ukazała się dwa lata później i recenzje prasowe i radiowe były niemal entuzjastyczne (co wcale nie znaczy, że możecie wejść Państwo do pierwszego lepszego sklepu muzycznego i nabyć tę CD drogą kupna bez tłumaczenia sprzedawcy przez 10 minut o jaką w ogóle płytę Państwu chodzi, i że nazwisko artystki pisze się przez "z" a nie przez "s". Polecamy więc internetowo. Tak prościej. Pod adresem: www.duo-phon-records.de )  W 2004 roku ukazała się w wydawnictwie duo-phon records kolejna płyta Muzy z Klimkiem pt.:"Berühre mich". 
Ci z państwa jednak, którzy z wiadomych powodów nie władają językiem Goethego mogą wysłuchać polskich wersji piosenek Piotra Klimka w tłumaczeniach Andrzeja Brzeskiego i Andrzeja Ozgi, wydanych na płycie o wymownym tytule: "Czułość". Potencjalnych słuchaczy odsyłamy w tym miejscu na stronę internetową wydawnictwa 3kropek Audio Publishing  www.3kropek.com
Życzymy Państwu mile spędzonego czasu z muzyką Piotra Klimka w wykonaniu niesfornej kaszubki i obiecujemy na bieżąco informować o kolejnych powodzeniach i niepowodzeniach zamieszkałej w Berlinie Muzy.